| Jade V. Pierce | 18 lat | 13 stycznia 1995 |
| Dziewczyna | Heteroseksualna |
| Buntowniczka | Indywidualistka | Pokój 13 |
Everyone leaves me strandedForgotten, abandoned, left behindI can't stay here another night
Kim jest czarnowłose
dziewczę, które wkroczyło na teren przytułka, krocząc
do wtóru stukotu ćwiekowanych obcasów…? Niezwykle wysoka jak na płeć piękną i jej pleców nie opuszczał futerał zawierający gitarę. Spojrzenie chłodnych, szarych patrzałek wręcz przytłaczało. Na wszystko i wszystkich patrzyła z góry, jakoby się pyszniła. Uważała się za kogoś lepszego. Ale czy warto oceniać książkę po okładce…?
do wtóru stukotu ćwiekowanych obcasów…? Niezwykle wysoka jak na płeć piękną i jej pleców nie opuszczał futerał zawierający gitarę. Spojrzenie chłodnych, szarych patrzałek wręcz przytłaczało. Na wszystko i wszystkich patrzyła z góry, jakoby się pyszniła. Uważała się za kogoś lepszego. Ale czy warto oceniać książkę po okładce…?
I've been sleeping a thousand years it seems
Got to open my eyes to everything
Jade Victoria Pierce. Jest to osiemnastoletnia
dziewczyna, urodzona w pechowy dzień – piątek, 13 stycznia 1995 roku. Do Wretched
& Divine przybyła z Ameryki Północnej, Chicago, gdzie także się
urodziła. Jak już gdzieś wyżej napomknęłam, dziewczyna jest niezwykle wysoka
jak na swoją płeć, mierzy bowiem blisko 187 centymetrów wzrostu.
Jade posiada naturalnie bladą karnację, bacząc zaś na to, pod jakim kątem
patrzysz, jej cera pokrywa się wręcz z odcieniem bieli. Jasnoszare, metaliczne
patrzałki odziedziczyła po ojcu. Nie licząc włosów, to jedyna rzecz po nim.
Bowiem poza oczami, posiada także kruczoczarne, proste włosy, które codziennie
mają zupełnie inne ułożenie. Bywa, także, że ich w ogóle nie czesze. Czasem
używa zwykłej henny, by sobie maznąć z nudy tatuaż. Zawsze robi sobie
czarny makijaż. Cóż, może raczej, maluje tylko usta i oczy, nic więcej. No i
paznokcie, oczywiście.
Ubiera się zawsze w ubrania czarne, w odcieniach szarości,
czerwień, biel, purpura, niebieski… są to jedyne kolory, które znosi. Głównie
czerń, która jest jej ulubionym kolorem. Cóż, ciuchy czarnowłosej są
najczęściej podarte, zaś nieodłączną częścią jej ubioru jest biżuteria.
Pieszczochy, naszyjniki, kolczyki, bransoletki… co się da. Zwykle całe ich tony
nosi na sobie, a codziennie inne.
So go on and scream
Scream at me I'm so far away
Scream at me I'm so far away
I won't be broken
again
I've got to breathe
I can't keep going under
Wychowana jak księżniczka, mogła wręcz kąpać się w
banknotach. Owszem, jej rodzina była bogata, aż tym rzygała. Jej rodzice, oboje
– David oraz Jennifer zasłynęli w branży
showbiznesu. Ojciec został scenarzystą, matka zaś wybiła się jako aktorka. W
jaki sposób pomimo życia w luksusie, czarnowłosa nie została ‘rozpuszczoną
panienką’? Cóż… jakoś nie interesowało dziewczyny to, ile ma kasy, jak żyje.
Nie miała przyjaciół. Rodziców prawie że nigdy nie było w domu. Jade od samego
początku czuła się samotna. Nikt nie chciał się z nią zadawać – czy raczej, była ostrożna, gdyż została uczulona na obecność fałszywych ludzi, którzy jedynie będą łasi na jej kasę. A jak już ktoś się pojawiał w jej życiu, robiła sobie zbyt
wiele nadziei – nigdy oczywiście nie prysło. Każdy okazywał się być hipokrytą.
Rodzice sądzili, że mała jeszcze szczęśliwa i że nie jest konieczne, by byli
obok. Tak usłyszała z plotek roznoszonych przez pokojówki w ich rezydencji.
Jednak… cóż, nie była może aż tak samotna. Była jedna osoba, którą kochała
całym sercem i duszą, która zawsze była obok i wspierała zawczasu małą
dziewczynkę. Mianowicie był to jej starszy brat - Alexander. Jade mimo obecności brata i tak
czuła się samotna i niezrozumiana. Nie lubiła się uczyć, i zrezygnowała na
własne życzenie ze szkoły. Zmieniła się od tamtej pory, a miała lat jedenaście.
Coraz bardziej zamykała się w sobie, aż jej codzienny uśmiech zanikł
całkowicie. Coraz częściej przebywała sama w swoim pokoju, z nikim nie
rozmawiała. Wiele osób myślało, że dziewczyna jest chorowita. Nieco
później, tak parę lat w przód dziewczyna zbuntowała się, mając dosyć. Zmieniła
ciuchy z różowych ubranek na ciemne, nieraz
wyzywające ciuchy. Jej ukochaną muzyką stały się metal, rock, deathcore... ogółem gustowała w głośnej muzyce. W podobnych stylach także jęła się ubierać. Ścięła włosy, zaczęła robić sobie makijaż… zaczęła również pić i palić. Przez dwa miesiące brała także narkotyki, jednak nie przypadły jej one do gustu. Paliła początkowo tylko okazjonalnie, piła nieco więcej. Zaczęła przeklinać, przestała cenzurować słownictwo. Aby nie zanudzać… trwało to cały czas, dopóki nie skończyła szesnastu lat i automatycznie wyprowadziła się z Chicago, podbierając rodzicom sporo pieniędzy. Pierwotnie osiedliła się w Miami i została tam na kolejne półtora roku. Nie uczyła się, nie pracowała, całe dnie siedziała tylko w zamknięciu… grając na gitarze elektrycznej. Podczas swego buntu w młodości sprawiła ją sobie i zaczęła uczyć się grać. Teraz już szło jej całkiem nieźle. Śpiewała także. Od zawsze uwielbiała śpiewać, chociaż niespecjalnie jej to z początku wychodziło. Wracając… złamała się w pewnym momencie i zastanawiała nad kolejną przeprowadzką, gdy czarnowłosej obiła się o uszy nazwa tegoż miejsca. Odnalazła więc Wretched & Divine i zadecydowała, by tu pozostać, mając nadzieje odnaleźć się w tym miejscu.
wyzywające ciuchy. Jej ukochaną muzyką stały się metal, rock, deathcore... ogółem gustowała w głośnej muzyce. W podobnych stylach także jęła się ubierać. Ścięła włosy, zaczęła robić sobie makijaż… zaczęła również pić i palić. Przez dwa miesiące brała także narkotyki, jednak nie przypadły jej one do gustu. Paliła początkowo tylko okazjonalnie, piła nieco więcej. Zaczęła przeklinać, przestała cenzurować słownictwo. Aby nie zanudzać… trwało to cały czas, dopóki nie skończyła szesnastu lat i automatycznie wyprowadziła się z Chicago, podbierając rodzicom sporo pieniędzy. Pierwotnie osiedliła się w Miami i została tam na kolejne półtora roku. Nie uczyła się, nie pracowała, całe dnie siedziała tylko w zamknięciu… grając na gitarze elektrycznej. Podczas swego buntu w młodości sprawiła ją sobie i zaczęła uczyć się grać. Teraz już szło jej całkiem nieźle. Śpiewała także. Od zawsze uwielbiała śpiewać, chociaż niespecjalnie jej to z początku wychodziło. Wracając… złamała się w pewnym momencie i zastanawiała nad kolejną przeprowadzką, gdy czarnowłosej obiła się o uszy nazwa tegoż miejsca. Odnalazła więc Wretched & Divine i zadecydowała, by tu pozostać, mając nadzieje odnaleźć się w tym miejscu.
I walk against the streamFight for what I believe in
I run towards the endTrying not to give in
Dziewczyna ma bardzo niską samoocenę pomimo faktu, iż wcale nie jest dokładnie taka, jak sądzi. Wyraźnie jest jedynie zagubiona, ma poczucie samotności i odrzucenia przez resztę świata. Chociaż przecież sama wybrała drogę samotności, po prostu wyrzucając ze swego życia ostatnich bliskich. Do tej pory cierpi na myśl, iż może już nie ujrzy ukochanych osób, w tym szczególnie swojego brata. Skryta i zamknięta w sobie, nie potrafiła wyrazić swojego zdania. Obecnie to się zmieniło, jednakże coś w niej z tego pozostało. Nigdy jakoś nie czuła się szczęśliwa, no bo... pieniądze szczęścia ponoć nie dają. No i jej go nie dały. Czarnowłosa nie jest zbyt dobrym towarzyszem konwersacji, aczkolwiek nie przepada za milczeniem, gdy ma jakiekolwiek towarzystwo. Często zdarza jej się przeklinać, nawet za często. Mówi w bardzo szybkim tempie, co jest skutkiem wielogodzinnego czytania książek oraz śpiewania różnorodnych piosenek. Niełatwo ją czasem zrozumieć, nieraz przy jednym słowie zaczyna się jąkać. Sklerotyczka? Szybko zapomina, co miała chwilę temu zrobić czy też powiedzieć. Potrafi mówić bardzo dużo, oj potrafi. Nie przeszkadza jej bycie w centrum uwagi, nawet lubi, gdy ktoś powiedzmy słucha jej gry czy śpiewu. Nie cierpi, gdy ktoś jej przerywa, nie cierpi zarozumiałych, wrednych ludzi, chociaż sama taka bywa. Jest okropnie pewna siebie, aczkolwiek mimo pozorów - jest wesołą dziewczyną, duszą towarzystwa. Jest tak bynajmniej od pewnego czasu. Lubi dostawać prezenty, ale i tak samo lubi je rozdawać. Nie jest chamska, zaś szczera. Naiwna, łatwowierna, jednak nie przekabacisz jej niczym tak łatwo. Nie trzeba się starać o jej zaufanie, jednak tak samo łatwo je stracić. Staje się wtedy bardziej zdystansowana i ostrożniejsza w stosunku do danej osoby. Bywa wredna i cyniczna, nie wybacza i rzadko daje drugą szansę. Bardzo łatwo ją rozdrażnić, byle czym. Zdanie innych o sobie ma głęboko gdzieś, więc nie ma co się w ogóle wysilać, by jej cokolwiek wypominać. Woli wszystko robić na własną rękę, niż wspomagać się innymi. Chociaż często bywa leniwa i wtedy wszystko zwala na każdego, kto jest pod ręką. Nie jest jej łatwo dogodzić, chociaż stara się stąpać twardo po ziemi i nie narzekać. Można jej ufać, mimo wszystko. Jest uczciwą osobą, która zawsze dochowa tajemnicy. Kłamie tylko w konieczności. Nauczyła się czegoś od osób napotykanych w przeszłości, którzy jedynie ją okłamywali. Jest uparta jak osioł. Ona zawsze ma rację. Choćby udowodniłoby jej się, że jest przeciwnie.
Trying to tear me apart,
Breaking me down to the bone,
So listen closely
Cause what you don't see
Is there still blood inside this beating heart
->
Ciekawostki
- Uwielbia zwierzęta, w szczególności koty. Zawsze marzyła o jednym.
- Gdziekolwiek idzie, w uszach nosi słuchawki. Jej ukochanymi zespołami, których głównie słucha są Evanescence, Within Temptation, Bring Me The Horizon, My Chemical Romance oraz Pierce The Veil. Są to jej faworyci z niezliczonych ilości jej ulubionych zespołów.
- Swojego brata przestała widywać od trzynastego roku życia, gdy zaczęła swój okres ‘buntu’. Rodziców ostatnim razem widziała na swoich szesnastych urodzinach. Później nie kontaktowała się z nimi, a wcześniej, widywała ich raz na rok, w swoje urodziny.
- Obecnie już nałogowo pali, a także pije, ale nawet nie próbuje tego zmienić.
- Nigdy nie była w związku.
- Ma obsesję na punkcie butów. Ma ich całe kolekcje, nosi zaś może… jedną, dwie pary?
- Chociaż może nie wygląda, ma niedowagę, pięć kilogramów. Waży 62 kilogramy na 190 centymetrów.
- Uwielbia horrory i komedie. Uwielbia chodzić po ciemku, łazić po opuszczonych, przerażających miejscach.
- Jest ateistką, aczkolwiek ma poniekąd delikatne nachylenie na satanizm. Zresztą, sama już nie wie jakiego jest wyznania. I szczerze powiedziawszy ma to głęboko w poważaniu.
- Pisze pamiętnik, a także nieraz własne teksty piosenek. Zwykle jednak one lądują w koszu.
- Bywa, że się tnie, gdy coś ją przytłacza.
- Nie cierpi wiewiórek jako jedynych zwierząt, z nieznanego powodu.
There´s always something different going wrongThe path I walk is the wrong directionThere´s always someone fucking hanging onCan anybody help me make things better?





[ Witaj, co powiesz na nowy wątek? ]
OdpowiedzUsuń[ z gory przepraszam za brak pl. znakow ]
OdpowiedzUsuńSiedziala na konarze jednego z drzew, pozwalajac nogom bezwladnie zwisac nad ziemia. Dziewczyna ryla ostrzem scyzoryka w korze na pniu jakis ksztalt; najprawdopodobniej serce. Przerwala ogledziny swego dziela na rzecz nasluchiwania. Czyzby to byla gitra? W istocie. Zsunela sie z drzewa, po czym ruszyla przed siebie, oplatajac sie szczelniej kurtka.
- Hej. - Niemal szepnela, widzac znajoma trwarz. - Co tu robisz? -Spytala, nie kryjac zaskoczenia.
(Jestem za i tutaj wreszcie mogę polskich używać)
OdpowiedzUsuńSiedziała pod drzewem na zewnątrz w pozycji, z ugiętymi kolanami i opierając się o owe drzewo. Wzrok miała utkwiony w kolana, ale jakby ktoś się bardziej przypatrzył, znaczy lepiej, dostrzegłby, że na kolanach miała blok rysunkowy, na którym to powstawało jej kolejne rysownicze arcydzieło. Tak, tak właśnie lubiła spędzać czas. Nie obchodziło ją nic dookoła. Nie zwracała uwagi na otoczenie, ale cóż.. oprócz trójki osób, właściwie nikogo tu nie znała.
- Długo już grasz? - Rzuciła ni stąd, ni zowąd, opierając się bokiem o jedno z pobliskich drzew. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi, lustrując towarzyszkę. Ta, w istocie, z dnia na dzień intrygowała ją coraz bardziej. Czarna sama grywała na gitarze; i to całkiem nieźle. Nie raz bywało, że po Domu pobrzmiewały echem solówki, rzecz jasna, jej wykonania. Ponadto, nie traktowała gitary jak zwykłego instrumentu - gitara była częścią jej, czymś w rodzaju najlepszego przyjaciela, który jeszcze nigdy jej nie zawiódł.
OdpowiedzUsuńKoniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, nie spuszczając badawczego wzroku z rozmówczyni. W głębi jej oczu zabłysły iskierki ciekawości. - Długo. - Rzuciła ochryple, po czym odchrząknęła dyskretnie. - Ja gram, odkąd pamiętam. - Kontynuowała, posyłając jej nieufne spojrzenie. Nie była do końca pewna, czy powinna się jej zwierzać; w końcu znają się bardzo krótko. Dziewczyna odetchnęła głębiej zamykając oczy. Przecież celem tego miejsca jest właśnie zmiana tego pokroju światopoglądów. Gdy uchyliła powieki, na jej twarzy malował się nieśmiały uśmiech. - Zawsze mnie to fascynowało.. - Zawahała się. - Gitara.. To tak jakby przyjaciel.
OdpowiedzUsuń